czwartek, 24 grudnia 2015

01.Zdenerwowana


Dla Lilly 
  
Phoenix, Arizona godz. 10:23
            Obudziłem się dzięki wspaniałemu zapachowi dobiegającemu z kuchni. Rozejrzałem się ospale i stwierdziłem, że w pokoju nie ma Breaden. Westchnąłem, po czym wstałem z naszego jakże wygodnego łóżka i udałem się w do kuchni. Moja narzeczona stała przy blacie i smażyła jak znam życie przepyszne naleśniki. Nie przepadała za gotowaniem, ale na śniadanie zawsze robiła to samo ze względu na mnie i na to iż zajmowało jej to mało czasu. To była taka nasza tradycja. Breaden była ubrana w sięgające przed kolano czarne leginsy i koronkowy stanik również tego samego koloru. Cichutko podszedłem do niej i oplotłem jej talie moimi ramionami. Na początku lekko się wzdrygnęła, ale zaraz potem odprężyła się. Za pewne wyczuła, że to ja, po perfumach. Hugo Boss The Range dostałem od brunetki dwa lata temu na wigilie i od tamtej pory nie przeżyłbym bez tego produktu. Odwróciła się do mnie i pocałowała w policzek. Uśmiechnąłem się.
-Jak się spało?-zapytałem, choć to ja spałem dłużej. Bread zaśmiała się i przerzuciła ostatniego naleśnika na drugą stronę. Był trochę spalony, ale to nic. I tak pyszny.
-Dobrze, bo z tobą. Jemy?-zapytała, a ja pokiwałem głową. Przecież nie można jej odmówić. Dziewczyna wzięła talerz z plackami, a ja nutelle i sztućce. Usiedliśmy na przeciwko siebie przy stole. Nałożyłem sobie jednego naleśnika i starannie posmarowałem go czekoladą. Spojrzałem na moją narzeczoną, która również wykonywała tą czynność.
-Pamiętasz o dzisiejszej kolacji u moich rodziców?-zapytałem, a Breaden wydawała się lekko zdenerwowana. Nerwowo poprawiła włosy i ramiączka od stanika. Cała ona.
-Tak. Dziś wieczorem o dziewiętnastej, punktualnie-odparła z udawanym entuzjazmem i ugryzła kęs placka. Zaśmiałem się.
-Jesteś zdenerwowana. Nie bój się, będę tam z tobą. Moi rodzice na pewno cię polubią-pocieszyłem ją i na prawdę głęboko w to wierzyłem. Moja narzeczona była wspaniałą dziewczyną i nie widziałem powodu dla jakiego matce miałaby się nie spodobać, a nawet jeśli to ja nie pozwolę na jakiekolwiek krytykowanie jej i poniżanie. Kocham ją najbardziej na świecie. Moja dziewczyna dojadła naleśnika i odstawiła talerz do zlewu. Odwróciła się.
-Mógłbyś pozmywać-zapytała, a raczej nakazała mi i poszła do łazienki. Mam wrażenie, że nadal coś jest z nią nie tak...


***
Tempe, Arizona godz. 11:17
              Spakowałam ostatnią torbę do bagażnika mojej białej Mazdy 10 i wsiadłam za kierownice. Wyciągnęłam z torebki kluczyk z breloczkiem przywiezionym z Francji trzy lata temu i odpaliłam samochód. Wyjechałam z podziemnego garażu i skręciłam w prawo. Powrót do rodziców, do rodzeństwa. To będzie dla mnie coś zupełnie odległego. Moi kuzyni-Erica, Ludmiła, Derek, Brianna i Nicole. Znowu będziemy mogli porozmawiać. Ostatnio widziałam się z nimi w Tampie na moich urodzinach. Nie mogę się już doczekać. Idę sama, bo nie mam chłopaka. Lubie imprezować i poznawać nowych ludzi. Miłość po prostu nie jest dla mnie i tyle. Zawsze powtarzano mi, że to co osiągniesz w życiu jest ważniejsze od czegokolwiek. Nie potrzebuje kogoś kochać. Spojrzałam na czujnik paliwa. Zostało jeszcze tylko na dwadzieścia kilometrów. Zjechałam na stację do pierwszego stanowiska. Wysiadłam z samochodu i włożyłam do otworu prowadzącego do baku rurę od terminala z paliwem. Kiedy nalało się do pełna wyjęłam z torebki portfel i poszłam do sklepu stacji. 
-Terminarz pierwszy. Olej Diesla-oznajmiłam i spojrzałam na pracownika kasy. Zamarłam. Był to piękny szatyn o żółtych oczach i malutkich dołeczkach. Serdecznie uśmiechnął się do mnie i przejął pieniądze. Przy wydawaniu reszty w ręce dostało mi się coś jeszcze oprócz banknotów. Spokojnie wyszłam z budynku i wsiadłam do samochodu. Odwinęłam papierek:
694804274
Czekam, Diego.
Uśmiechnęłam się zadowolona po czym wyjechałam na drogę szybkiego ruchu prowadzącą prosto do Phoenix. Już Niedługo~pomyślałam.

***

Scottsdale, Arizona godz. 14:04
           -Erica? Gdzie ty się podziewasz?! Derek i ja strasznie się martwiliśmy!-wrzasnęłam do telefonu. Co ona sobie myśli! Znikać tak bez słowa.
-Hej Lu. Przepraszam, ale w hotelu nie było zasięgu i musiałam się umyć więc nie zadzwoniłam. Teraz już jadę do Phoenix. Nic mi nie jest. Musiałam się na chwile zatrzymać by odpocząć i odświeżyć się-odparła. Nie miałam jej tego za złe, w końcu jechała z samego New Jersey. Na szczęście wszystko w porządku.
-Ok, już w porządku. Kiedy dojedziesz na miejsce?-zapytałam. Chciałam się nie spóźnić, ale i nie być ostatnia. U moich rodziców to nie wypadało.
-Będę za jakąś godzinę. Mogłabyś proszę zadzwonić do Dereka i wszystko przekazać. Zapomniałam wziąć zestawu głośnomówiącego i nie chce by mnie policja złapała. Mam nadzieje, że braciszek jeszcze tam nie umarł ze strachu-zaśmiała się chicho, ale zaraz przestała. Westchnęłam. Cała Eri.
-Dobrze, to ja się już rozłączam i dzwonię do brata. Paaaa!-odparłam i przesunęłam palcem po ekranie. Szybko wybrałam numer do szatyna po czym odłożyłam telefon. 
-Hej Ludmila. Jak tam?-zapytał się. Był w dobrym humorze, pewnie to dzięki Breaden. Bardzo ją kocha~uśmiechnęłam się. 
-Hej braciszku! Erica do mnie dzwoniła, nic jej nie jest. Musiała się zatrzymać w hotelu na odpoczynek i tam nie było zasięgu. Wszystko w porządku.
-Całe szczęście. Kiedy będziecie?-zapytał ciekawy. Pewnie już nie może się doczekać.
-Eri za cztery godziny, a ja za cztery i pół-odpowiedziałam i usłyszałam głosy w słuchawce, a zaraz potem mojego brata "Już idę Breaden". Uśmiechnęłam się.
-Przepraszam Cię Lud, ale muszę już kończyć. Paa!-przesunęłam palcem po ekranie. Ponownie odłożyłam telefon i skoncentrowałam się na drodze. Moje przemyślenia jednak padły na nadchodzący ślub Charlesa. Z kim pójdę? Na razie nie mam nikogo. Czas kogoś znaleźć. Tylko gdzie?~pomyślałam chwilę i nagle uśmiechnęłam się cwaniacko. Na przyjęciu rodziców.
------------
Hej myszki, jak tam przygotowania do świąt? U mnie idą pełną parą. Dziś o 17:00, bo wtedy zaczynam wigilie dodam oneshot świąteczny. Życzę Wam wszystkim wesołych pogodnych świąt, szczęśliwego, nowego roku i najlepszych prezentów na świecie. 
~Do napisania
Halsey

3 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Mycha! Jak zawsze boski ciekawy serio ma mega wciągającą fabułę.
      Lu Lu podobasz mi się w takiej wersji... mrauuu musze kogoś znaleźć ♡
      Breaden na 1000% jest zestresowana tym spotkaniem!
      Tez bym była
      Nie ma się co dziwić tej girl!
      Ja rowniez zycze ci zdrowych, wesolych, i radosnych swiat i szczesliwego nowego roku!
      Pamietaj ze zawsze jestem z tobą!
      Kocham cie Angel!
      ❤❤❤

      Usuń